wtorek, 12 maja 2015

Rozdział II

Członkowie szkolnej reprezentacji są wybierani spośród członków klubu sportowego. Najlepsi uczniowie zostawali zawodninikami drużyny, pozostali wciaż musieli gnić w klubie.
W tym roku zapisało się sporo osób - w zeszłym roku skład tworzyli uczniowie, którzy już ukończyli naszą szkołę. Musieliśmy więc odbudować go na nowo.
Przyszliśmy z Mikem jako pierwsi. Weszliśmy do szatni i szybko przebraliśmy się w strój. Po jakiś pięciu minutach w szatni zebrała się grupka 20 chłopaków z całej szkoły.
Ku mojemu zdziwieniu pojawił się też mój brat.
- A ty co tutaj robisz? - spytałem go.
- No jak to co? - rzucił, jakby to było oczywiste. - Też chcę się dostać do szkolnej reprezentacji.
Wybuchnąłem teatralnym śmiechem.
- Żartujesz sobie?
- Niby czemu? - odparł nieco opryskliwie.
- Może dlatego, że jest tu co najmniej 19 chłopaków starszych i lepszych od ciebie? Daj sobie spokój, tylko się ośmieszysz. Możesz zostać jedynie naszym podawaczem wody.
- Waszym podawaczem? - odpowiedział Gabe, kładąc nacisk na pierwsze słowo. - Uważaj, bo ty sie dostaniesz.
- A założymy się? - rzuciłem. Zauważyłem, jak zmienia się na twarzy. Zastanawiał się, choć wiedziałem, że się zgodzi. Uwielbia ze mną rywalizować.
- Stoi -  powiedział w końcu. - A o co?
Teraz to ja musiałem się zastanowić. Byłem pewien, że wygraną mam w kieszeni, więc nie mogłem zmarnować takiej okazji.
- Przegrany usługuje wygranemu przez miesiąc.
Uścisnęliśmy sobie dłonie na zatwierdzenie zakładu, po czym odwróciłem się na pięcie i wróciłem do Mike'a. W tym samym momencie usłyszałem dzwonek, który zapowiedział początek zajęć. Opuściliśmy szatnię i ustawiliśmy się w rzędzie na zbiorkę.
Lecz nagle drzwi od damskiej szatni otworzyły się i stanęła w nich Alaska Young. Przeszła przez całą salę i jak gdyby nigdy nic ustawiła się na końcu rzędu.
Na salę przyszedł też zarówno trener jak i wuefista - pan Campbell. Stanął przed nami i zmierzył cały rząd zabójczym wzrokiem.
Oczywiście zatrzymał go dopiero na Alasce.
- A więc jednak to nie żart - powiedział, podchodząc do niej bliżej.
- A dlaczego miałby być żartem? - odparła pewna siebie.
Zastanowił się przez chwilę.
- Twoje imię i nazwisko brzmi jak jakiś żart. - wszyscy oprócz mnie zaśmiali się głośno. - Poza tym dziewczyny nie zapisują się do tego klubu.
- Czyli to moja płeć jest przeszkodą? - rzuciła wyzywającym tonem. Ktoś cicho skomentował to słowem "feministka". Po sali znów przebiegła fala chichotu.
- Właściwie to tak. Reprezentacja nie może mieć mieszanego składu, a damskiej drużyny nie prowadzimy. Możesz co najwyżej zostać podawaczką wody, albo zostać w klubie wraz z niedopałkami, które nie wejdą w skład.
Prychnęła głośno, jakby miało to być dla niej ujmą. Rozejrzała się po sali, jakby szukała jakiegoś koła ratunkowego. Jakby nie chciała zostawić tej rozmowy jako przegranej.
I nagle na coś wpadła. Jej błękitne tęczówki przebiegł dziwny błysk.
- A co z cheerleaderkami? - wyrzuciła  z siebie nieoczekiwanie.
- Od jakiś 20 lat nie ma na to chętnych - Pan Campbell zaczął kręcić sznurkiem gwizdka na palcu. Robił tak zawsze, gdy się nudził.
- A gdybym skompletowała skład?
Wuefista spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Jeśli ci się uda to droga wolna - będziesz mogła prowadzić skład i jeździć z nami na zawody. Ale nie licz, że ci się uda.
Uśmiechnęła się łobuzersko, jakby chciała powiedzieć "Jeszcze się przekonamy" i wyszła z sali.
Pan Campbell westchnął ciężko.
- No dobrze, zacznijmy więc rozgrzewkę.
~~~
Po skończonych zajęciach musiałem wrócić do domu na piechotę.
Idąc wraz z Mikem, komentowaliśmy dzisiejszą grę innych osób i obstawialiśmy, kto dostanie się do drużyny.
Po krótkiej chwili ktoś do nas dobiegł. Nie musiałem się odwracać - wiedziałem, że to Gabe. Zignorowałem go, a on sam też się do nas nie odzywał.
- Co to za jedna, ta Alaska? - powiedział dopiero, gdy Mike skręcił już do swojego domu kilka uliczek przed naszym.
- Nowa uczennica - rzuciłem wymijająco. - Chodzi ze mną do klasy.
- Z tobą do klasy? - spytał lekko zdziwiony.
- No tak.
- Nie zauważyłem jej wcześniej.
"Aż dziwne" -  pomyślałem. " Przecież jest wszędzie."
- To dopiero pierwszy tydzień szkoły, pewnie większość jej nie zauważyła. - powiedziałem, ignorując moje myśli.
- Może i tak. - Gabe wzruszył ramionami. - Zapoznasz mnie z nią?
Parsknąłem śmiechem.
- Niby po co?
- Jest całkiem niezła. Może gdybym się z nią zapoznał, wzbudziłbym zazdrość u Kendall Jenkins. Okropnie podoba mi się od wakacji, tylko nie wiem, jak ją wyrwać.
Zaśmiałem się w duchu. To był naprawdę idiotyczny pomysł. Już miałem ściągnąć go na ziemię, gdy coś sobie uświadomiłem.
I tak nie mogłem tego zrobić. Nie mogłem go zapoznać, bo sam nie poznałem się z Alaską osobiście.
~~~
Następnego dnia od razu po przyjściu do szkoły otworzyłem szafkę. Zauważyłem, że coś z niej wypadło. Mała, prostokątna ulotka.
Podniosłem ją by lepiej się przyjżeć.
" Rusza rekrutacja do szkolnej drużyny cheerleaderek. Zapisy prowadzone u Alaski Young."
Zaśmiałem się i wcisnąłem kartkę między książki.
A więc jednak naprawdę zamierzała to zrobić.
Zatrzasnąłem szafkę i ruszyłem przed siebie.
Wciąż w nią nie wierzyłem. Chyba nikt zbytnio w nią nie wierzył.
Ale na następnym spotkaniu klubu oddała zapełnioną listę cheerleaderek w ręce trenera.