Zawsze wierzyłem, że zostałem stworzony do jakiś wyższych celów, że to właśnie JA mam coś zmienić w otaczającym mnie świecie. Jednak z upływem lat zauważyłem, że monotonności mojego rodzinnego miasteczka nie da się zmienić.
Willowhill, jak sama nazwa wskazuje, może pochwalić się jedynie niezliczoną ilością wierzb, które otaczają całe miasto. Populacja przeważnie utrzymuje się w granicy 150 osób, więc wszyscy znamy się bardzo dobrze, w większości nawet od urodzenia. Mimo to i tak nie ze wszystkimi żyjemy w przyjaznych stosunkach.
Wszystkie najważniejsze obiekty miasta są zgromadzone na uliczkach obiegających park miejski. Jest tutaj także plaża. Na obrzeżach miasta znajdują się domy mieszkalne, stawy, gdzie najczęściej łowi się ryby, ale jest tu też stadion, cmentarz i jednostka wojskowa.
Pod tym względem nic nie zmieniło się od jakiś 20 lat.
Pewnie zastanawiacie się teraz, dlaczego mielibyście poświęcić chwilę dla mojej historii, skoro z tego, co opowiedziałem Wam do tej pory wynika, że miejsce mojego zamieszkania i ja sam jesteśmy kompletnie nieinteresujący.
Możecie mi uwierzyć, że tak było - przez 16 lat wiodłem szare życie, bez żadnych sukcesów, ale też i bez większych porażek.
Ale nagle wydarzyło się coś, co zmieniło diametralnie wszystko.
Czasami sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, kiedy zaczynamy się zmieniać. Często nie wiemy nawet, co jest czynnikiem wywołującym wszystkie nasze wewnętrzne przemiany. Dziś, z perspektywy czasu wciąż nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy to wszystko się zaczęło. Kiedy zaczęło się coś na tyle wspaniałego, że odmieniło mnie bezpowrotnie.
Może moją historię zaczniemy od dnia pierwszego września, kiedy to Alaska Young wprowadziła się do Willowhill.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz